Trochę jak nasza "dumka" :) A ten ptak na początku, to birkut.....
wtorek, 29 września 2009
poniedziałek, 28 września 2009
zaczęło się :)
Dzisiaj byłam pierwszy dzień w pracy.....
Rano oczywiście nie obyło się bez omdleń , próby przekupstwa i kategorycznej odmowy wyjścia z domu. Wszystko w moim skromnym wykonaniu, więc oczywiście nie zadziałało, albo A po prostu okazał się Strong Manem. No ale pomyślcie, jak można ZMUSZAĆ do pracy człowieka, który nie zna języka? To po prostu niepojęte... A kiedy ten człowiek jest słabą kobietą, uważam, że to po prostu pastwienie się i wykorzystywanie własnej przewagi :) Ale było sofcikowo w sumie. Objechałam 3 centra handlowe, wypiłam kawę i wróciłam na lanczyk....
Ale za to wieczorem, czyli już niedługo, wychodzimy na koncert muzyki polskiej :) Nie mam pojęcia, co tam będzie się działo, ale bardzo się cieszę...
Jutro drugi dzień mojej "pracy", omdlenia i wszystkie inne manipulacje zamierzam kontynuować, chociaż wiem, że i tak to nic nie da :(
la vida es dura..
Tutaj pogoda piękna, 22 - 25 stopni, ale UWAGA: większość chodzi w długim rękawie, niektórzy w kurtkach, a dzieci mają nawet czapki.... a to dlaczego? a bo już jesień :)
sobota, 26 września 2009
fajna sobota
Dzisiaj był "dzień baursaka", w związku z tym rozstawiono stragany, a my oczywiście wybraliśmy się na targ. Boursak, to rodzaj ciasteczka, zresztą, wszystko jedno, i tak nie znależliśmy tych ciastek. Ale pełno warzyw, mięs, wyrobów mlecznych i miodu.
Oczywiście - szaszłyki! Kazachowie mówiąo sobie, że są drugą na świecie społecznością pod względem spożycia mięsa na głowę.
Pierwszą są.... wilki.
Mówcie co chcecie, ale do takiej sprzedaży mięsa raczej się nie przekonam . :(
W każdy ostatni weekend miesiąca w Almacie targ rękodzieła, nie tylko kazachskiego. Kapcie, czapki z wielbłądziej wełny... Obrazy "filcem malowane", a na koniec ręcznie wykonane naczynia z Uzbekistanu.
a i jeszcze, poniekąd służbowo, otwarcie lodowiska przy centrum handlowym....
Fajny mały :)
piątek, 25 września 2009
Toldykorgan
Na dole mapka, gdzie byliśmy :) To znaczy A był w delegacji, i ciężko pracował, no ale zabrał mnie ze sobą, i stąd te zdjęcia ...
W każdym razie zajechaliśmy aż pod chińską granicę prawie, tj ok 300 km, co w Kazachstanie nie jest dużą odległością.
To zapora , sztuczna, na rzece Ily, bardzo malownicza. Na pewno tam jeszcze pojadę....


Tutaj Urząd Podatkowy pozdrawia wszystkich płacących podatki :)
A podatki w Kazachstanie, to odrębny temat :)


a tam w oddali góry w chmurach, nie mogliśmy uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. To naturalna granica z Kirgizją, podobno na piechotę idzie się 4 dni. :)

A tu kumyschana, czyli jurta prz drodzę, gdzie można napić się kumysu, kupić też inne wyroby mleczne, wszystkie z mleka kobylego ofkors.




tutaj mapka, można popatrzeć gdzie byliśmy i zlokalizować rzekę Ily.





