środa, 17 lutego 2010

mam jeszcze...





zaległą relację z Wigilii... która zaczęła się krwawo, telefonem A z rana, że nie zdąży wrócić z Astany, będzie w Almaty dopiero 25.12 no i że nie ma na to wpływu...... Zagroziłam od razu wszystkimi dostępnymi represjami, karami i sankcjami... więc postarał się... a najlepszy był kierowca, który słysząc naszą rozmowę powiedział:nie martw się Dorota, Szef na pewno przyleci, a jak przyleci, to ja zrobię wszystko, zeby jak najszybciej był na kolacji :) a kolację zaczęliśmy o 20:00, kiedy Panowie przylecieli.... a teraz szczegóły: Wigilia była międzynarodowa, polsko-czeska... choinka biało-czerwona. jak widać na zdjęciu, zmywał Mikołaj........ mieliśmy także nie zapowiedzianego gościa,(jak to się pisze, jak to się pisze...) a jakże, zgodnie z tradycją..... no i barszczyk, pierogi, prezenty.... i, co mnie bardzo zaskoczyło, chociaż znaliśmy się wszyscy bardzo mało, atmosfera była bardzo serdeczna.... prawie jak w Polsce :)
PS: trzeba kliknąć na zdjęcia...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz